Jak wystartować, nie dać się zdeptać konkurencji i odnieść sukces cz. 3

Statystyczna apteka sieciowa generuje znacznie wyższy obrót od statystycznej apteki indywidualnej. Ma też więcej pacjentów i klientów. Według różnych danych w roku 2014 do apteki sieciowej przychodziło miesięcznie średnio ok. 4500 pacjentów, podczas gdy aptekę indywidualną odwiedzało 3200 pacjentów. Stąd wynikają również różnice w obrotach między statystycznymi aptekami sieciowymi i indywidualnymi. Nie oznacza to wcale, że apteki sieciowe są zawsze bardziej rentowne.

Bardzo często właściciele aptek niezależnych posiadają swój własny lokal, sieci pracują zazwyczaj w lokalach wynajmowanych stąd na starcie mają dodatkowy koszt najmu lokalu od kilku tysięcy złotych netto w tzw. aptekach osiedlowych w małych miastach po kilkadziesiąt tysięcy zł k w największych galeriach handlowych w dużych miastach. Druga sprawa to koszty związane z personelem.

Pixabay at Pexels

Właściciel apteki – farmaceuta – nie musi zatrudniać kierownika apteki – może nim być sam – sieć musi wydać na kierownika od 4000-8000 zł netto, a bywa, że nawet do 10 tys zł netto, co stanowi całkowity koszt dla pracodawcy prawie drugie tyle… Zatem dużo większa liczba pacjentów oraz wyższy przychód ze sprzedaży nie gwarantuje osiągnięcia wyższej rentowności aptekom sieciowym.

Koszt zatrudnienia kierownika (8000 zł brutto, czyli 5600 zł netto dla pracownika, co stanowi niemal aż 10 000 zł kosztów dla pracodawcy) + czynsz 15 000 zł (mała galeria) dają łącznie dodatkowe 25 000 zł kosztów. Zakładając, że średnia marża wynosi 25% to, aby wyjść na „zero” przykładowa apteka musi wykonać dodatkowe 100 000 zł. A gdzie koszty dodatkowych pracowników, niezbędnych do obsadzenia apteki 7-mio dniowej – bo takie są w galeriach handlowych.

Być może zmiany, jakie planuje wkrótce aktualny parlament poprawią aktualną chorą sytuację na rynku aptek, choć istnieje również obawa, że tj zmiany z 2011 roku, które z założenia miały poprawić sytuację, jeszcze bardziej ją skomplikowały i ostatecznie pogorszyły funkcjonowanie aptek, szczególnie tych niezależnych…

Może w końcu raz na zawsze zahamowany zostanie proceder ponownych otwarć aptek „kombinatorów”, którzy zamiast wywozić leki, zaczną je w końcu wydawać na receptę i zakończą częste „malowanie swoich lokali” w oczekiwaniu na wydanie kolejnego zezwolenia, pozbawiając nas – farmaceutów – możliwości realizacji recepty na tzw deficyty, które właśnie jadą za zachód Europy…

Na szczęście na rynku pojawiło się kilka jaskółek zwiastujących lepsze czasy… Coraz więcej sieci „tych sieci” aptek zajmujących się głównie „malowaniem” zaczyna wycofywać się z coraz bardziej niepewnego dla nich teraz biznesu i powoli odsprzedaje swoje apteki do największych sieci inkasując za całkiem niezłe pieniądze… Kolejne sieci – szczególnie te najbardziej agresywne tak walczyły z konkurencją o klienta, że nie zauważyły na czas swoich problemów i rosnących długów i albo zbankrutowały albo bardzo szybko zostały przejęte przez większe sieci i/lub hurtownie…